Pytania i odpowiedzi
Czy leczenie substytucyjne służy bezpieczeństwu i zdrowiu publicznemu?
Leczenie substytucyjne udostępniono w Warszawie po raz pierwszy w 1993 r. a w 2006 znacznie zwiększono liczbę miejsc – wzrosła wówczas z ok. 200 do 600. Wpłynęło to na całkowitą zmianę krajobrazu w centrum Warszawy: narkomania uliczna, razem z handlem narkotykami, prostytucją, przestępczością zniknęły niemal całkowicie z Dworca Centralnego i jego okolic, zwłaszcza podziemi, gdzie przez dekadę były niemal wszechobecne. Zniknęła też raz na zawsze tzw. polska heroina, „kompot”.
Po tym wielkim sukcesie pojawił się problem „dopalaczy”, a wraz z nim setki uzależnionych z współwystępującymi zaburzeniami psychicznymi i neurologicznymi. W reakcji zaostrzono prawo dot. „nowych narkotyków”, a NFZ zwiększył czterokrotnie nakłady na leczenie tzw. podwójnej diagnozy. Po kilku latach sytuacja się unormowała.
Obecnie stoimy przed kolejnym zagrożeniem, związanym z popularnością syntetycznych opioidów.
Rozwój i dostępność leczenia substytucyjnego jest najważniejszą odpowiedzią na zagrożenie kryzysem opioidowym
Jest ono w Polsce, a zwłaszcza w Warszawie zupełnie realne.
Dlatego też instytucje przeciwdziałania narkomanii, państwowe i samorządowe poświęcają mu wiele uwagi – np. MZ, KCPU, GIF, NFZ, Miasto St. Warszawa
Czy programy niskoprogowe mają sens?
Z punktu widzenia bezpieczeństwa i zdrowia publicznego korzystniejsze jest, aby osoba uzależniona od opioidów otrzymywała substytut, nawet w programach o niskim rygorze – niż gdyby nie otrzymywała go wcale i pozostawała „poza systemem”.
Osoba bez leczenia, pozyskując narkotyk, czy inny opioid z nielegalnych źródeł, za pieniądze zdobyte na ulicy, popełnia więcej przestępstw i stanowi większe zagrożenie, niż ta z dostępem do leków w programach niskoprogowych, tj. działających w duchu „nie zostawiamy nikogo na ulicy”. Przyjmują one osoby z trudnościami czy zaburzeniami, wykluczającymi z dostępu do programów bardziej rygorystycznych, wymagających określonych warunków dla kontynuacji leczenia.
W tej formule działał praski program substytucyjny przy ul. Kijowskiej – była to jednak źle dobrana lokalizacja. W 2024 r. w promieniu jednego kilometra działały tam trzy PS z łącznie ok. 1150 pacjentami. To było zdecydowanie zbyt duże obciążenie dla tak małej dzielnicy, zwłaszcza, że w okolicy działały też licznie serwisy opiekuńcze dla osób w bezdomności.
Formy niskoprogowe są od lat obecne w praktykach leczniczych, także w opiece socjalnej i, choć nie mają umocowania w polskim prawie narkotykowym, są często kluczowe dla podniesienia poziomu bezpieczeństwa i zdrowia publicznego miast. Powinny być jednak uzupełniane przez serwisy redukcji szkód, reintegracji społecznej i in. działania opiekuńcze.
Dlaczego w centrum miasta, dlaczego Mokotów?
Lokowanie klinik substytucyjnych w dzielnicach mieszkaniowych jest powszechną praktyką w całej UE, gdzie leczy się substytucyjnie ok. 700 tys. osób. W Polsce, jednym z warunków uzyskania zgody na prowadzenie leczenia substytucyjnego jest dobrze skomunikowana lokalizacja, zwiększająca dostępność programu – daleki, skomplikowany dojazd jest barierą dostępu, utrudnia proces leczenia.
Aby programy nie były zbytnim obciążeniem dla okolicy, nie powinny być zbyt duże. Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) wyznaczyło limit pacjentów programów substytucyjnych na poziomie do 250 osób na placówkę.
W Warszawie działają cztery PS o zbliżonej liczbie pacjentów: dwa w Śródmieściu i dwa na Pradze Północ. Umiejscowione są na zwykłych osiedlach mieszkaniowych, stanowiąc element tkanki miejskiej obok szkół, przedszkoli, lokali usługowych. Nie wywołują przy tym kontrowersji ani protestów, nie powodują też potrzeby interwencji policji. Choć trzeba pamiętać, że np. program przy ul. Dzielnej budził z początku niechętne reakcje i sprzeciw mieszkańców – dopiero z czasem zyskał akceptację a nawet sympatię w okolicy.
Mokotów to najludniejsza dzielnica Warszawy – ma więcej mieszkańców niż np. Rzeszów, Zielona Góra czy Olsztyn. Czy nie jest więc słuszne, aby dzielnica ta posiadała adekwatnie duży udział w działaniach na rzecz bezpieczeństwa Miasta i zdrowia publicznego – obejmujący również opiekę nad tzw. „trudnymi pacjentami”?
Koszty leczenia w programach substytucyjnych
Wysokość funduszy na leczenie substytucyjne może wydać się duża, nawet zbyt duża – 30 mln zł wydane przez kilka lat na jedną placówkę „metadonową”, to suma łatwo prowokująca głosy oburzenia, oskarżenia o zarabianiu na chorych ludziach.
Dopiero w przeliczeniu na jednego pacjenta, koszt taki okazuje się zupełnie zrozumiały: gdyby przyjąć koszt jednego pacjenta na poziomie 1000 zł miesięcznie, to roczna obsługa ok. 400 osób daje sumę 5 mln zł – 30 mln to sześć lat.
Program przy ul. Kijowskiej obsługiwał w szczytowych momentach nawet 600 os. Fundusze przeznaczane są na zakup i przetrzymywanie leku, obsługę medyczną oraz pozamedyczną programu, sekretariat, lokal, ubezpieczenia etc.
Dodajmy, że prowadzenie i obsługa takiego programu, zwłaszcza w formule niskoprogowej, nie jest pracą łatwą.
Odpowiedzialność obywatelska – społeczność lokalna – zgoda na działalność PS
Nie ma wymogu czy zwyczaju, by pytać czy prosić społeczność lokalną o zgodę na prowadzenie działalności leczniczej dla uzależnionych. 95% takich placówek by wówczas nie powstała, bo odpowiedź sąsiedztwa byłaby z założenia odmowna. Takie doświadczenie zdobył w latach 80-tych Marek Kotański, stąd ośrodki Monaru powstawały z reguły w izolacji.
Programy substytucyjne opierają się na codziennym przyjmowaniu pacjentów, więc formuła działania „daleko od szosy” jest tu nie do przyjęcia. Program natomiast powinien współpracować z Policją, być przez nią chroniony, jak i dbać o sąsiedztwo, zapobiegać nielegalnym, niepożądanym zachowaniom przy udziale samych podopiecznych.
Nie oznacza to, że każde wykroczenie poza zasady porządku winno skutkować konsekwencjami prawnymi czy powodować likwidację placówki.
Zharmonizowanie z otoczeniem wymaga czasu i współpracy – w tym zgłaszania wszelkich wykroczeń pracownikom placówki.
Wymaga też wyrozumiałości: pozbycia się obaw, wynikających ze skojarzeń, łatwych do wywołania przez słowo "narkoman" – lecz rzadko, bardzo rzadko rzeczywiście widocznych wśród osób z uzależnieniem, zwłaszcza leczących się.